1 lip 2009

Fragment TWARZY SZATANA...

...a konkretnie fragment opowiadania Juniora NIESPODZIANKA:

Po chwili w apartamencie rozległ się dzwonek telefonu. Czechowicz podniósł słuchawkę, w duchu przygotowując się do dalszej walki o prawa konsumenta.
– Już po ciebie idę! – zadeklarował ktoś ochryple i, nie czekając na odpowiedź, przerwał połączenie. Jednocześnie, jak ucięte nożem, w apartamencie zgasły wszystkie światła. Cezary, nie znając rozkładu pomieszczeń, postanowił, że poczeka w fotelu, aż ktoś z obsługi naprawi usterkę. Wkrótce od strony klatki schodowej dał się słyszeć cichutki chrobot, jakby ktoś drapał po ścianie czymś ostrym.
– Może to niewidomy? – dywagował prezes. Jednak, po głębszym zastanowieniu, uznał ten pomysł za niedorzeczny. Ale skoro nie niewidomy, to kto?
Drażniący dźwięk stawał się coraz głośniejszy, a jego źródło zbliżało się. Na krótko zapanowała cisza, po czym głos ze słuchawki zanucił:
Jeszcze chwilka, jeszcze momencik,
a rzeźnik toporeczkiem młynka zakręci.
Toporek!
Cezary Czechowicz zamarł ze zgrozy. Na ekranie wyobraźni ujrzał połamane palce, zmiażdżoną twarz, pocięty na kawałki tułów i owinięte wokół żyrandola jelita.
Tymczasem amator ludowych pieśni skończył piosenkę.
„Uciekaj! Uciekaj!” – ostrzegał Cezarego instynkt samozachowawczy. Ale na ucieczkę było już za późno. Coś stuknęło i drzwi otwarły się. W przestrzeni między ich krawędzią a futryną pojawiło się podświetlone od dołu trupioblade oblicze. Odziana na czarno postać uzbrojona była w tasak, jakiego nie powstydziłby się mistrz gildii katów.
– Nieeee! Nie zabijaj! – poprosił Czechowicz, padając przed oprawcą na kolana.
Nagle zapaliły się wszystkie światła i do pokoju – jeden za drugim – w wesołych podskokach wbiegli pracownicy zarządzanej przez Cezarego firmy. Pląsając wokół zaskoczonego prezesa, skandowali:
– Nie-spo-dzian-ka! Nie-spo-dzian-ka!
– Boże, co za ulga... – westchnął, ocierając pot z czoła. – Nieźle mnie wystraszyliście tym przyjęciem...
– Jakim, kurwa, przyjęciem?! – wrzasnęła asystentka Frania, wymierzając mu siarczysty policzek.
Prezes z impetem klapnął na podłogę.

1 komentarz:

  1. ...a potem było mu już tylko gorzej i gorzej ;)

    OdpowiedzUsuń