2 lip 2009

Drugi fragment TWARZY SZATANA...

...tym razem kawałek opowiadania POSTRACH PEWNEJ SZOSY Roberta Cichowlasa:

Na drugi dzień rano, wbrew prośbie lekarza, aby został w szpitalu przynajmniej do następnego dnia, udał się na komisariat.
– Jak to możliwe? – syknął, spoglądając na Czajkowskiego. Policjant wzruszył jedynie ramionami.
– Mnie nie pytaj.
– Dostał granatem w twarz! Na Boga, dostał pierdolonym granatem prosto w pierdoloną facjatę!
– Wiem, stary. On jest jakiś niezrównoważony.
– Niezrównoważony? Powinien być martwy! Co gadał?
– Że to wszystko było zabawą i że jesteśmy durniami, sądząc, że to koniec.
– Gdzie teraz jest?
– Na dołku.
– Idę do niego.
– Zaczekaj – rzucił Czajkowski. Podszedł do okna i przez blisko minutę wpatrywał się w samochody na parkingu.
– No?
– Powiedział coś jeszcze.
– No mów!
– Powiedział, że dopadnie Renatę. Że wyścig trzeba powtórzyć, bo znowu nie zagrała fair. Dodał, że uszła z życiem, ale nie przekroczyła tablicy informacyjnej. Rozumiesz coś z tego?
Korytowicz podrapał się po głowie.
– Chyba tak – skinął głową.
– Więc może mi wyjaśnisz?
– Nie przekroczyła mety, czyli granicy Błażejewka.
– Co?
– Nie kumasz? Oni mieli przecież umowę. Gdzie jest ta jego cholerna furgonetka?
Czajkowski wydął wargi.
– Fantastyczne pytanie.
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– To, że gdy zajechałem na miejsce i aresztowałem tego skurwiela, w pobliżu nie było żadnej furgonetki...
– Nie było... Co?
– Zaraz po przesłuchaniu obejrzałem taśmy. Chciałem zobaczyć, co tam się naprawdę stało.
– I?
– Nie zarejestrowały niczego. Jakby na szosie nic się nie wydarzyło.
Korytowicz wstrzymał na moment oddech. Nie wierzył własnym uszom.
– Niemożliwe... – wydukał.
– Byś widział twarz tego gościa – podjął szeptem Czajkowski. – Ten grymas. Patrzył na mnie, jakby wiedział co czuję, znał każdy mój sekret, każdą myśl... Podczas aresztowania w ogóle nie stawiał oporu, a po drodze chichotał jak jakaś dziewczynka... Naśmiewał się ze mnie.
Korytowicz krążył przez chwilę po pomieszczeniu, usiłując pozbierać myśli. W pierwszej kolejności zejdzie na dół i pogada z tym...
– Powiedz mi – rzucił przez ramię Czajkowski. – Kim on, u diabła, jest? Pierdolonym Terminatorem?

2 komentarze:

  1. Dlaczego tak brzydko o terminatorze? To przecież całkem sympatyczne stworzenia. Szczególnie Cameron z "Kronik Sary Connor" ;)
    A opowiadanie eleganckie, wciągające :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Danke!
    Widzę, że kolega też ceni mocne wrażenia. To się chwali... ;)

    OdpowiedzUsuń